niedziela, 7 sierpnia 2011

Ich znam!

^..^ Witam wszystkich ^..^

Chciałem na początek bardzo podziękować wszystkim komentującym i obserwującym. Cieszę się, że taki mały piesek jak ja zaczyna zdobywać sympatyków.
Mam nadzieję, że niedziela minęła Wam miło i słonecznie. Mnie tak. Dziś był u mnie Czarek. Ale nie mój sąsiad, tylko mały York, który tak samo się nazywa i który jest moim najlepszym przyjacielem.
Czaruś jest bardzo osobliwy. Po pierwsze boi się prawie wszystkiego. Szczególnie aparatu, którym Justynka robi nam zdjęcia. Trzeba dużo cierpliwości, żeby usiedział w miejscu i dał sobie zrobić kilka zdjęć. Poza tym Czarek pachnie mało psio. Jego Pani ciągle go pryska jakimś świństwem do rozczesywania włosów i ciągle go myje - szczególnie łapki - i przez to Czarek ma zawsze dziwny zapach. Dlatego ciągle go wącham i wiem, że on tego nie lubi, ale ja muszę, po prostu muszę, bo chce w końcu się dokopać do jego prawdziwego, psiego zapachu!




 Czarek tak naprawdę jest moim jedynym przyjacielem, takim, któremu powierzam swoje największe tajemnice.

Mam też wielu znajomych. Jednym z nich jest Apacz. Apacz jest owczarkiem, tak jak ja. To nic, że wyglądamy inaczej, ja jestem mały i kolorowy, a on duży i czarny. Łączy nas owczarkowata krew. Apacz ma chore tylne nogi. Przez to nie bawi się ze mną. Gdy się widzimy, ciągle leży. Z jednej strony to źle, bo ja mam małe ADHD i ciągle bym biegał, ale z drugiej strony moge go swobodnie obwąchać. On nie ma nic przeciwko i nie denerwuje się tak jak Czarek. Raz wsadziłem Apaczowi głowę do buzi. No dobra, nie całą, ale pół na pewno. Oczywiście chciałem sprawdzić, czy ma w porządku wszystkie zęby, bo ja o swoje dbam, a on to nie wiem. Głowa jak widać jest cała, nie została odgryziona. To znaczy, że chyba mnie lubi :)


Kolejną moją znajomą jest Pani Gucia. Dlatego Pani, bo widziałem ją tylko raz i jest ode mnie starsza przynajmniej o 4 lata. Gucia dodatkowo pracuje. Przez długi czas uczyła się w szkole jak pomagać niepełnosprawnym ludziom. Teraz umie podnieść niemal każdy przedmiot, wrzucić łyżkę do zlewu, zapalić światło, otworzyć szufladkę. Gucia umie też ciągnąć inwalidzki wózek. To bardzo mądra psia kobieta. Do tego była dla mnie bardzo miła i pokazała mi kilka sztuczek. Ja niestety nie potrafię wykonać żadnej z nich, nie uczyłem się tego. Poza tym na większość z nich jestem za niski.


Kolejną moją koleżanką jest śmieszna sunia o imieniu Roxi. Czemu śmieszna? Dziwnie wygląda. Jest niższa ode mnie, długa i ma takie płaskie, zwisające uszy. Roxi jest jamnikiem. Jako jedyna potrafi dotrzymać mi kroku i umie się ze mną odpowiednio bawić. Nauczyłem ją slalomu pomiędzy drzewami i ogrodowymi latarenkami, a ona nauczyła mnie kopać dziury. Jako że jestem bardzo mądry, tajniki porządnego kopania opanowałem w jeden dzień, a przez kilka kolejnych dzielnie ćwiczyłem, by nabrać wprawy. Zupełnie nie wiem tylko czemu miałem za to awanturę, a moje dołki zostały zakopane. Przecież bardzo dobrze prezentowały się na ogrodowym skalniaku Ilonki (Ilonka to mama Justynki. Tata Justynki to Rysiu).


Miałem kiedyś jeszcze kolegę - też jamnika. Nazywał się Pirat. Był to jeden z najbardziej żywiołowych psów jakie kiedykolwiek poznałem. Mieliśmy też najfajnieszą zabawę, która podobała się każdemu z nas na tyle, że potrafiliśmy tak rozrabiać cały dzień. Mianowicie Pirat łapał mnie zębami za kryzę albo ogon, a ja biegłem, wlokąc go za sobą, albo obok mnie. Runda kończyła się gdy sam mnie puścił, albo gdy wyrwał mi ostatni włos futerka na który się uwiesił. Wszyscy się bali, ze będę miał łyse placki i że na pewno mnie to boli. Nie bolało. Właściwie było pożyteczne - mniej futra powodowało mniej rozgrzanego na słońcu mnie. 
Niestety, Pirat musiał się wyprowadzić i już się nie widujemy.


I to są właśnie moi najbliżsi znajomi i przyjaciel. Ale to nie wszyscy. Dwoje z moich znajomych niestety nie jest już na tym świecie.

Gdy trafiłem do domu Justynki, Rysia i Ilonki, mieszkał w nim już Stefan. Stefan wyglądał nieco komicznie jak na psa. Był żółty, miał twardy, trójkątny kufel, dwie patykowate małe nogi i nie posiadał przednich łap. Z czasem dowiedziałem się, że Stefan jest kanarkiem. Po pewnym czasie staliśmy się sobie bardzo bliscy. Jako że mieszkaliśmy w tym samym domu, staliśmy się niemal braćmi. Często przychodziłem pod półkę z klatką Stefanka i długo rozmawialiśmy. O wszystkim. 
Niestety, Stefan zachorował i po pewnym czasie musiał jechać do weterynarza. Pojechałem z nim. Razem tez wróciliśmy, niestety on już w kartonowym, małym pudełku. Potem pudełko zostało zakopane w ogródku.


Kolejnym bardzo dobrym znajomym był poprzednik Czarka - Karmel. Karmelek też był Yorkiem, choć wyglądał zupełnie inaczej. Był dużo większy, odważniejszy i bardziej kudłaty. Lubiliśmy się bawić. Lubiliśmy też leżeć i rozmawiać. Właściwie gdy go poznałem, byłem szczeniakiem, a on był już dorosły. Opowiadał mi często o niezwykłym jamniku - psiej dziewczynce imieniem Astra, która mieszkała u mnie w domu zanim ja się pojawiłem. Dowiedziałem się, że była poprzednim psem moich obecnych ludzi. Wiedziałem też, że była naprawdę sympatyczną i wierną starszą panią, a Karmel pomagał jej odnaleść się w życiu, gdy już słabo widziała. Umarła przed Karmelkiem, ze starości. Potem pojawiłem się ja. A potem umarł Karmelek. Był chory.



Jak widzicie, każdy pies ma swoich przyjaciół i znajomych - jak człowiek. Niektórzy z nich odeszli też już z Kulki Ziemi. 
Bardzo lubię moich znajomych, czasem mnie odwiedzają i wtedy jest wesoło. Za to ja odwiedzam Karmelka, Astrę i Stefanka - ich mały grobek jest u nas na ogrodzie, otoczony niskim płotkiem i ozdobiony różnymi kwiatami. 

Poza całą grupą znajomych mam też siostrę i jej przyjaciela, który z nią mieszka. Ale o tym trzeba by pisać i pisać, a mnie już dziś bolą małe łapki, wiec najlepiej będzie jak zajmę się opisaniem ich w inny dzień.
pozdrawiam ^..^

2 komentarze:

  1. Charis ma wielu znajomych :) Moja sunia to wszystkie psy atakuje, więc nigdzie nie mogę z nią chodzić :(

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ Charisku dziś wzruszyłeś mnie bardzo...Twój przyjaciel Stefan, kropka w kropkę jak mój... nie ma go ze mną już 8,5 roku i mimo, że wciąż odwiedzam zoologiczne sklepiki, wciąż nie znalazłam drugiego takiego...a nawet podobnego... przekaż Justynce, aby mi napisała, jak jej się udało po Karmelku, Astrze...

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję ^..^